— W Nigerii byłem metaloplastykiem, tutaj jestem nikim — mówi John, mieszkaniec jednego z namiotów w obozie na greckiej wyspie Lesvos.
— Ze swoim rękodziełem podróżowałem po całym świecie. Byłem z wystawą w Stanach Zjednoczonych i w wielu europejskich stolicach. Raz odwiedziłem też Kraków. Gdzie chciałbym wrócić? Najbardziej do Nigerii, do domu, ale to niemożliwe — tłumaczy zupełnie zrezygnowany. Zaprasza nas, by usiąść przed namiotem, w którym mieszka z żoną i kilkumiesięcznym dzieckiem. Kiedy Ola, lekarka towarzysząca nam w trakcie misji w obozie, bada malucha, John próbuje nas ugościć, organizując kilka plastikowych krzeseł i taboret. Pośpiesznie porządkuje stertę różnych przedmiotów. Część z nich połamanych, na pierwszy rzut oka bezużytecznych, ale to wszystko co mają. Gromadzili je przez ostatnie miesiące. — W zimie brakowało tu wszystkiego. Z trudem zdobyliśmy drewniane palety i zrobiliśmy z nich podłogę w namiocie, by nie spać w ogromnej kałuży, która po każdym deszczu powstawała w samym jego środku — tłumaczy, próbując jednocześnie wyjaśnić skąd wzięła się przed jego namiotem sterta najróżniejszych przedmiotów, które w trudnym momencie być może też do czegoś się przydadzą.
Kilkumiesięczny synek Johna od kilku dni budzi się w nocy z krzykiem. Jego mama podejrzewa, że coś jest nie tak z brzuszkiem maleństwa. Rodzice są wdzięczni, że chcemy pomoc i że sami ich odnaleźliśmy. John opowiada, jak się tu znaleźli, jak uciekając ocalili swoje życie i jednocześnie stracili wszystko inne, co było dla nich ważne.
— Praca dawała mi wiele możliwości. Straciłem wszystko, kiedy mój rząd zmusił mnie do ucieczki. Nie obwiniam Europy, że przywitała mnie zupełnie inaczej niż kiedyś. Obwiniam władze mojego kraju, bo to one zabrały mi godność, możliwości i przyszłość.
Tylko w ubiegłym roku los Johna podzieliło blisko 170 tysięcy Nigeryjczyków i prawie 10 milionów obywateli innych państw, zmuszonych do opuszczenia swoich domów z powodu konfliktów i przemocy. Kiedyś byli nauczycielami, studentami, rolnikami, farmaceutami, mechanikami, artystami, naukowcami, fryzjerami. Dziś nie mówi się o nich inaczej, jak tylko uchodźcy. — To dla nas bardzo krzywdzące — mówi John.
Wspólnie z Wami wyciągamy do nich rękę. Naszym celem jest przywracanie im godności. Odwiedź dobroczynne24 i podaruj choć jeden ciepły posiłek lub pakiet opieki medycznej ludziom, którzy w życiu stracili wszystko.